Wicemarszałek Sejmu Joachim Brudziński był łaskaw zamieścić w internecie taką oto opinię: „Wielu z pouczających dzisiaj w Niemczech polityków czy dziennikarzy, jak ma wyglądać w Polsce demokracja, to ich wnukowie”.

Jakich "ich"? Hitlerowców. Taka była refleksja jednej z najważniejszych osób w państwie w związku z rocznicą urodzin Haliny Jasiukowicz, łączniki rozstrzelanej przez Niemców w pierwszych dniach powstania warszawskiego.

Ta męczeńska śmierć nie skojarzyła się panu marszałkowi z bohaterstwem, nawet nie z patriotyzmem. Posłużyła do snucia dywagacji o winie, i to nie hitlerowskich zbrodniarzy, ale również o winie ich wnuków, obecnych pokoleń. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że pan marszałek wykorzystuje tę śmierć do politycznych gierek potrzebnych mu wyłącznie tu i teraz. To sygnał do jego wyborców, że współczesnych Niemców też trzeba nienawidzić. Najłatwiej się rządzi, gdy uruchomi się nienawiść wobec obcych.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej