Do tej pory zazdrościłem Niemcom polityków. Oni się nie zwalczają, nie przekrzykują w talk-show, nie zwalczają w mediach społecznościowych. Rozmawiają, dyskutują, podają rękę przed spotkaniem i po nim. Polityka w Niemczech – obserwuję ją z mniejszego lub większego dystansu już dwunasty rok – opiera się na szukaniu wspólnego mianownika, a nie na walce. Tu nie wbija się politycznych przeciwników w ziemię, nie lży, nie grilluje na komisjach śledczych czy podczas prokuratorskich przesłuchań.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej