Trudno przypuścić, aby szef Klubu Parlamentarnego PiS Ryszard Terlecki, deprecjonując inicjatywę wicepremiera Jarosława Gowina, nie działał na zlecenie prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Trudno sobie wyobrazić, aby upokorzenie lidera Polski Razem akurat wtedy, gdy z dumą przedstawiał w Krakowie swoją najważniejszą inicjatywę nazwaną „Konstytucja nauki polskiej”, było przypadkowe.

Zdarzenie to jest zarazem obrazowym przykładem obecnego systemu sprawowania władzy w naszym kraju.

Rząd nie rządzi, lecz zarządza. Premier nie koordynuje pracy ministrów, tylko sprawuje funkcje propagandowe. Ministrowie są skłóceni i w zależności od znaczenia w partii rzucają w obieg publiczny swoje inicjatywy, licząc na to, że niektóre z nich zostaną zaakceptowane. Na koniec i tak decyduje nie premier, ale prezes partii. Choć nie, czasami ten, kto ostatni wyjdzie z jego gabinetu, odpowiednio naświetliwszy sprawę. Idę o zakład, że tym kimś, kto ostatnio „naświetlał” ustawy autorstwa Gowina, był prof. Terlecki.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej