Ona, piskliwym głosem: Śpisz Wolfgangu?

On, poprawiając pod głową jasiek z wyhaftowanym piastowskim orłem: Zasypiam snem uznanego za niewinnego.

Ona: Od momentu podpisania przez ciebie zobowiązania głęboko wierzyłam w twoją niewinność.

On: Martwi mnie tylko, czy nasi utrzymają władzę do czasu...

Ona – przerywając mu - unosi się na łóżku i zdejmuje ze ściany masywny krzyż kuty z naszej polskiej stali: Nie martw się, ukochany. Na tę relikwię poświęconą osobiście przez naszego toruńskiego ojca ślubuję ci, że każdy akt prawny odsuwający naszych od władzy uznam za niekonstytucyjny.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej