Macron od środy podróżuje po Europie Środkowej, przekonując do planów zaostrzenia unijnej dyrektywy o pracownikach delegowanych. Najwięcej ugrał w Wiedniu. Jednoznacznie poparli go szefowie rządów Austrii, Czech i Słowacji. Reakcje władz rumuńskich i bułgarskich były ostrożniejsze. Kraje te chcą coś w zamian, np. wejścia do strefy Schengen.

Takie targi w celu uzyskania kompromisu zadowalającego wszystkich to jeden z podstawowych mechanizmów działania Unii Europejskiej. Premier Beata Szydło oświadczyła jednak, że polskie władze będą aż do samego końca sprzeciwiać się modyfikowaniu dyrektywy. Rozmów z Francją więc nie będzie.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Jest porozumienie Macrona, Czech i Słowacji w sprawie pracowników delegowanych. Rumunia usiądzie do rozmów

Macron nieraz wyjaśniał publicznie, jak rozwiązuje spory z zagranicznymi przywódcami. Zaczyna zawsze od bardzo szczerej rozmowy w cztery oczy. Jeśli nic z tego nie wynika, wówczas głośno mówi o problemie. Ale jeżeli nadal brak reakcji – zaczyna mówić wprost – szczerze do bólu jak wcześniej w cztery oczy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej