W czwartek w „Wyborczej” ujawniliśmy plany rządu dotyczące walki z fake newsami w sieci i kontroli serwisów oraz portali internetowych. Zakładają one m.in., że wszyscy będą podlegali pod polskie prawo – także portale takie jak Facebook czy Twitter. Według zapisów w projekcie zmian administratorzy nie mogliby kasować komentarzy, postów czy artykułów, nawet jeśli naruszają regulamin danego portalu. Usuwanie rażących treści miałoby się odbywać dopiero po otrzymaniu wiarygodnego zgłoszenia od internauty. Według wielu prawników to bardzo źle napisany projekt, który daje szerokie pole do popisu przy cenzurowaniu internetu.

Media podchwyciły ten temat, a od wczorajszego poranka urzędnicy resortu cyfryzacji bronili się, twierdząc, że materiały, do których dotarliśmy, to tylko „brudnopis pomysłów”. Tymczasem siedmiostronicowy dokument z kilkudziesięcioma propozycjami zmian w prawie nazywa się „Ustawa o zmianie ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną oraz niektórych innych ustaw”. Jest napisany tak jak każda nowelizacja, brakuje w nim jedynie daty i uzasadnienia do projektu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej