Lech Wałęsa jest postacią tragiczną. Przez połowę życia był znienawidzony przez komunistów, podsłuchiwany, bez sekundy prywatności. Teraz za sprawą przepisów ministra sprawiedliwości stał się obiektem polowania IPN-u.

IPN kilka dni przed rocznicą porozumień sierpniowych zarządza śledztwo w sprawie składania przez Wałęsę fałszywych zeznań. A wszystko to także dzięki żonie gen. Kiszczaka, która odkryła dokumenty dotyczące Wałęsy. Jak musi się cieszyć Kiszczak tam, po drugiej stronie, kiedy widzi, co się dzieje wokół Wałęsy, którym szczególnie „pogardzał”. Jaką radość muszą mieć ci, którzy teraz nienawidzą Wałęsy i widzą jego motanie się w sprawie współpracy z SB.

Dramat Wałęsy polega na tym, że zmienia zdanie w tej sprawie. Ale i tak nikt nie pozbawi go wielkości. Kiedyś byłam w Turcji i w restauracji wisiały portrety Atatürka i Wałęsy. Jest znany na całym świecie, jest symbolem „Solidarności”, co spędza sen z powiek Januszowi Śniadkowi, byłemu przewodniczącemu „S”. Ubolewa w „Rzeczpospolitej”, że symbolem „S” nie jest Lech Kaczyński. (Zupełnie w duchu Jarosława Kaczyńskiego, który powiedział rok temu: „Mój brat był zastępcą Lecha Wałęsy i faktycznym szefem »Solidarności«”). Mówi też, że Arłamowo to były wczasy, a dzieci w szkole powinny się uczyć, że Wałęsa to „Bolek”. Panie Śniadek, czy Pan Bóg rozum panu odebrał?!

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej