Dlaczego wszyscy kochamy tygodnik „Do Rzeczy” tak namiętnie, że momentami to uczucie przeradza się w perwersję? Żadne inne pismo nie dostarcza aż takich emocji i nie wywołuje łez wzruszenia. A te przyniósł właśnie temat tygodnia, dla pewności zatytułowany podwójnie: „Typowa polska rodzina” i „Szydłowie, czyli siła spokoju”.

Lektura tego poruszającego dzieła doprowadza do podobnych spazmów jak „Opowiadania o Leninie” Zoszczenki, ale ten ostatni autor, pisząc, że nawet pszczoły miłowały wodza rewolucji, walczył o przedłużenie życia, a więc był interesowny. Nasz autor działa całkowicie bezinteresownie, kombinuje rozumnie i zależy mu jedynie na prawdzie. To daje mu nad Zoszczenką znaczną przewagę.

Opiera się na relacjach mieszkańców z rodzinnej wsi Szydłów, ze szczególnym uwzględnieniem miejscowej aktywistki oraz sołtys, a więc czerpie ze źródeł najbardziej miarodajnych. One wiedzą wszystko, a ich przekaz znacznie się różni od potocznych wyobrażeń. Okazuje się, że Beata Szydło nie jest „pozbawionym emocji, kreatywności, samodzielności automatem do artykulacji politycznych haseł”. Z opowieści wyłania się obraz „człowieka otwartego, ciepłego, obdarzonego nie tylko talentem organizacyjnym, lecz także poczuciem humoru”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej