„Urodzony w niewoli, okuty w powiciu. Ja tylko jedną taką wiosnę miałem w życiu” – tak Mickiewicz opisywał wiosnę 1812 roku, gdy Polacy w marszu Bonapartego na Moskwę widzieli nadzieję na wolność.

Jestem z pokolenia 50 plus i czuję, że taką wiosnę przeżywam już po raz trzeci. W 1980, w 1989 i teraz. Kto wie, może nowa wiosna nadejdzie tej jesieni.

Pierwsze spostrzeżenie: bywało gorzej. W opozycji nigdy tłoku nie było. Tylko drobna część obywateli widzi potrzebę działania, a jeszcze mniejsza te działania podejmuje. Jacek Żakowski w wywiadzie z dr. Maciejem Bartkowskim w „Polityce” przywołuje prace Eriki Chenoweth i Marii Stephan badających 320 kampanii na świecie z lat 1900-2006. Wynika z nich, że jeśli 3,5 proc. dorosłych obywateli angażuje się w protest, to zwykle osiągają cel i autokraci muszą się cofnąć.

Lech Wałęsa, który ma intuicję społeczną, twierdzi, że „jeśli będzie milion ludzi, to pomożemy zejść tej władzy”. Sondaż SW Research sprzed roku wykazuje, że 11 proc. Polaków popiera i angażuje się w protesty. IPSOS dla OKO.press z grudnia mówi o 3,4 mln ludzi gotowych do buntu.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej