Gdy wsłuchuję się w histeryczną wrzawę, jaka się podniosła w rządowych mediach po publikacji słynnego tekstu Bartosza Kramka z fundacji Otwarty Dialog „Niech państwo stanie: wyłączmy rząd!”, przypomina mi się sytuacja sprzed ponad 35 lat. 3 grudnia 1981 r., dziesięć dni przed wprowadzeniem stanu wojennego, w Radomiu zebrali się liderzy „Solidarności”. Obrady toczyły się za zamkniętymi drzwiami, ale agent SB je nagrał i dostarczył taśmę władzom. W następnych dniach państwowe radio i telewizja na okrągło emitowały wyrwane z kontekstu fragmenty nagrań, w których Lech Wałęsa mówił o „targaniu się po szczękach”, a Karol Modzelewski zapowiadał rządzącym, że „bój to będzie ich ostatni”. Propagandyści władzy dołożyli wszelkich starań, by nastraszyć obywateli, że „Solidarność” szykuje pucz. Kilka dni później wprowadzono stan wojenny.

Oczywiście decyzja o nim zapadła wiele miesięcy wcześniej, ale rządzący wmawiali opinii publicznej, że czołgi wyjechały na ulice w reakcji na słowa, które padły w Radomiu, i by bronić państwa przed przewrotem. Także teraz plany zniszczenia sektora pozarządowego PiS przygotowuje od dawna. Potrzebuje jedynie pretekstu, by urobić opinię publiczną i wmówić jej, że przygotowywane restrykcje są odpowiedzią na zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Do tego świetnie nadaje się tekst Bartosza Kramka, który dla podkreślenia rzekomej grozy sytuacji oficjalna propaganda nazwała „apelem”. W rzeczywistości takich przerażających „apeli” można znaleźć na Facebooku i różnych stronach internetowych na pęczki. Jego autor nie napisał nic szczególnie oryginalnego ani też nic, co wykraczałoby poza konstytucyjne granice wolności słowa.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej