Szanowna Pani Merkel,

lada chwila na Pani zdradzieckie biurko trafi oficjalny wniosek o odszkodowania za straty wojenne poniesione przez Polskę w czasie II wojny światowej. Wniosek jak najbardziej słuszny: mimo że od zakończenia wojny minęły 72 lata, są rachunki krzywd, które nie zostały jeszcze wyrównane. I nigdy nie zostaną – wystarczy, że fikniecie, a my Wam wtedy przypomnimy Westerplatte, Warszawę, Hupkę i Czaję, a nawet Cedynię i Głogów, jeśli zajdzie potrzeba. Może się Wam wydawać, że wojna to opowieść coraz bardziej odległa, że powinniśmy wspólnie zajmować się globalnym ociepleniem, uchodźcami i odnawialnymi źródłami energii, z naszego punktu widzenia jednak sprawa wygląda inaczej. Wojna jest przydatna i już na zawsze będzie służyć nam do prowadzenia polsko-niemieckiej buchalterii. Komuniści mawiali: „Jak świat światem, nie będzie Niemiec Polakowi bratem”. Ta maksyma za sprawą Jarosława Kaczyńskiego i jego batalionów zyskała nowe życie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej