Andrzej Duda zwierzył się Aleksandrowi Kwaśniewskiemu, że rozkręca się powoli. Tak ze dwa lata. Dwa lata prezydentury minęły i można powiedzieć, że jest już faktycznie lekko rozkręcony.

Do tej pory sprawiał wrażenie człowieka w letargu, który bez refleksji podpisuje wszystko, co mu rząd i Sejm podsyłał. Zorientował się, że jego zwierzchnictwo nad armią jest czysto teoretyczne, a listy do ministra obrony miały odwrotny skutek do zamierzonego. Pobłażanie, z jakim Antoni Macierewicz potraktował głowę państwa, to udawanie szacunku i respektu przy widocznym wewnętrznym lekceważeniu były dla Andrzeja Dudy wystarczającym sygnałem, że w PiS nikt go poważnie nie traktuje.

Dla PiS prezydent naraził się na zarzuty o łamanie konstytucji, gdy podpisując ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, niszczył jego niezależność, nie powoływał legalnie wybranych sędziów, a powoływał dublerów pod osłoną nocy. I teraz ma za swoje, bo jako prawnik musi dostrzegać, że Trybunał też działa wyłącznie teoretycznie. Powołując Julię Przyłębską na prezesa, prosił, by TK przyspieszył rozpatrywanie ludzkich spraw. Rzekomo poprzedni pracował wolno i leniwie. Jak bardzo obecny skład TK zlekceważył prezydenta, widać po liczbie rozpatrzonych spraw i skarg konstytucyjnych.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej