Rozmowa z Jarosławem Szałatą, przewodniczącym Związku Leśników Polskich

Aleksander Gurgul: Wśród leśników krąży opinia, że wasz zawód jest służbą przyrodzie, do której trzeba mieć powołanie. Nosi pan mundur z dumą?

Jarosław Szałata: Z dużą dumą. Nasza praca polega na odpowiedzialnym zarządzaniu przyrodą. To też ogromna pasja. Uważamy się za pośredników między przyrodą i ludźmi, bo jednakowo im służymy.

Nie wścieka się pan, że te mundury są wykorzystywane przez ministra do zapełniania konferencji u Tadeusza Rydzyka albo do urządzania manifestacji pod Sejmem?

– Poniekąd tak, bo miejsce leśnika jest w lesie, a nie na ulicy. Czasem jednak zdarza się stan wyższej konieczności. Leśnicy zawsze starali się być apolityczni, cenimy swobodę, niezależność i nie lubimy, kiedy ktoś nam coś narzuca. Minister Jan Szyszko cieszy się wielkim autorytetem wśród leśników, ma tytuł profesorski i zna się na przyrodzie. Ale niekoniecznie musimy to poparcie demonstrować na ulicach. Na tych demonstracjach wizerunkowo nie zyskujemy, wręcz tracimy. Leśnik w dużym mieście z transparentem wygląda dziwnie i nie na swoim miejscu.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej