Jeżeli nieliberalny rząd - wybrany demokratycznie, ale zdecydowany na zmianę obowiązujących zasad - próbuje przeprowadzić coś niekonstytucyjnego, co może zrobić społeczeństwo? Co może zrobić opozycja polityczna? To dylemat, jaki znamy z doświadczeń kilku krajów - Rosji, Wenezueli, Turcji, Węgier, Polski, a być może wkrótce też Grecji.

Perspektywy są dość ponure dla tych, którzy bronią prawa. Częściową odpowiedzią są pokojowe demonstracje uliczne, chociaż jest to frustrujące. Większość ludzi nie ma czasu na to, żeby stać w tłumie każdego dnia czy każdego wieczoru; śpiewy i przemówienia mogą się powtarzać; a co ważniejsze, rząd nie ma żadnego obowiązku, żeby ich słuchać.

Wysiłek może się wydawać daremny, i często taki jest - chyba że zdoła poruszyć serca i umysły przywódców rządzącej partii.

W Polsce w ubiegłym tygodniu stało się właśnie to ostatnie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej