Zwycięstwo sił demokratycznych i najpewniej początek rozłamu w PiS – tyle oznacza zapowiedź prezydenta, że zawetuje ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym.

Wetując te ustawy, Andrzej Duda powstrzymał marsz PiS do pełnej dyktatury Jarosława Kaczyńskiego. Choćby za to należą mu się słowa uznania. Czy jednak powstrzymał skutecznie i na jak długo?

Nic nie jest przesądzone. Ale cios to potężny i o długofalowych konsekwencjach. Bo w ramach PiS utworzył się właśnie wokół prezydenta konkurencyjny ośrodek władzy. Politycy PiS w parlamencie i partii, którym niezbyt odpowiada autorytarny radykalizm Kaczyńskiego i jego pomocników, będą mogli odważniej dawać temu wyraz. Takich ludzi w obozie władzy jest trochę i może być coraz więcej.

Sprzyja temu to, że po raz pierwszy władza Kaczyńskiego została zakwestionowana. Co uprzytamnia ludziom w jego partii, że prezes nie jest wszechmocny. W dodatku Kaczyński i duża część polityków władzy zaatakują Dudę, wypychając go ze wspólnego obozu. Prezydent będzie więc zmuszany, by dalej się usamodzielniać. A wraz z nim ochoty na to mogą nabrać inni politycy PiS.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej