W Warszawie i wielu polskich miastach demonstrowały tysiące ludzi przeciwko reformie sądownictwa. Manifestowali zarazem w obronie państwa, które ich ojcowie wywalczyli w 1989 roku. Był to protest przeciwko fanatyzmowi, głupocie, cynizmowi i łamaniu kręgosłupów, który szczególnie dobitnie słychać było podczas czwartkowego głosowania w Sejmie nad ustawą o Sądzie Najwyższym. Nie byli to „esbecy, zdrajcy i łotry”, jak napisał odpowiedzialny za polską policję wiceminister Jarosław Zieliński. Nie byli to też „spacerowicze”, jak nazwał ich minister Mariusz Błaszczak.

Wśród tych młodych ludzi zapewne było wielu, którzy do tej pory demonstracji unikali i być może nawet mierziła ich parlamentarna opozycja, ale łączyło to, że zależy im na Polsce. Ich już nie ogłupi propaganda państwowa mówiąca, że PiS „chce zwrócić sądy Polakom” – bo oni widzą, że nie chodzi o żadną reformę, ale o to, by PiS-owskim elitom łatwiej było rządzić i łamać opór.

Artyku dost瘼ny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypr鏏uj cyfrow Wyborcz

Nieograniczony dost瘼 do serwis闚 informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazyn闚 Wyborczej