Dlaczego PiS za cenę złamania wszystkich procedur i regulaminów chce w szaleńczym tempie przeforsować ustawę kończącą prace obecnego Sądu Najwyższego?

Przecież Kaczyński ma większość potrzebną do przeprowadzenia każdej – również tej – zmiany. Dlaczego nawet nie próbuje zachować przewidzianego prawem trybu? Zwłaszcza że chodzi tu o Sąd Najwyższy, jedną z najważniejszych instytucji państwa. Taka zmiana powinna się odbywać w spokoju i choćby dla przyzwoitości i powagi prace nie powinny trwać kilka dni.

Przyczyny mogą być dwie. Pierwsza to pokaz brutalnej siły. Kaczyński chce pokazać, że może wszystko. Daje do zrozumienia, że jeśli jest w stanie rozprawić się w tydzień z Sądem Najwyższym, to nie ma dla niego żadnych przeszkód. Może po prostu o to chodzi...

Jednak dla mnie coraz bardziej prawdopodobna jest przyczyna druga: chodzi o to, by nie dopuścić do planowanej na 9 sierpnia rozprawy, podczas której sąd ma zdecydować, co dalej z koordynatorem służb specjalnych Mariuszem Kamińskim i jego zastępcą Maciejem Wąsikiem.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej