Jego wypowiedź stawiająca „ultimatum” własnej partii, grożąca wetem wobec ustawy o Sądzie Najwyższym, o ile sędziowie do Krajowej Rady Sądownictwa nie będą wybierani większością trzech piątych głosów, została odebrana dość przychylnie. Część obserwatorów oceniła to jako próbę zyskania przez Dudę podmiotowości, mimo że od razu powstały podejrzenia o ustawkę przygotowaną między prezydentem a ministrem sprawiedliwości. Społeczeństwu podoba się przecież prezydent samodzielny, koncyliacyjny, a nawet delikatnie odcinający się od brutalnych metod stosowanych przez PiS.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej