W środku nocy z wtorku na środę prezes PiS zwrócił się w Semie do opozycji per „zdradzieckie mordy”, oskarżył ją o zamordowanie brata, czyli Lecha Kaczyńskiego, i nazwał kanaliami. Chwilę później do posłanki opozycji pytającej, w jakim trybie wystąpił, warknął: „Won!”, dodając niezrozumiały przymiotnik.

Tego też dnia odwrócił się i wyszedł z sali sejmowej na widok zmierzającej do mównicy pani prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzaty Gersdorf.

W kategoriach kultury: chamstwo.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej