Panie Kaczyński, ma pan przechlapane. Nie wiem, jak skończy się obecny zamach na sądy, może nawet przepchnie pan te swoje antykonstytucyjne ustawy, ale wiem, że już pan przegrał. To tylko kwestia czasu. I pan też to wie.

Widziałem we wtorek na ulicach Warszawy to samo co pan – widziałem Naród. Prawie nigdy nie używam tego słowa, za dużo w nim odświętnego patosu. Na co dzień wolę mówić „społeczeństwo”. Ale we wtorek widziałem Naród, taki pisany wielką literą. Widziałem morze ludzkich głów i świecące nad nimi znicze, całą galaktykę świateł. Widziałem powiewające flagi – obok siebie biało-czerwone i niebieskie europejskie. Słyszałem, jak ten Naród śpiewa hymn. Widziałem twarze i oczy. W jednej chwili zrozumiałem, że tym razem odświętny patos jest jak najbardziej na miejscu. I że pan przegrał.

Byli tam młodzi, starzy i tacy jak ja – ani starzy, ani młodzi. Były mamy, babcie, córki i wnuczki. Ojcowie, dziadkowie, synowie i wnuki. Wszyscy byli.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej