Akcja pędziła do przodu na złamanie karku, zaliczając po drodze dwa dramatyczne zwroty. Pierwszy przyszedł późnym popołudniem, gdy prezydent Duda złożył poprawki do ustawy o KRS i uzależnił od ich przyjęcia podpisanie ustawy o Sądzie Najwyższym. Drugi zaczął się o 21 pod Pałacem Prezydenckim i trwał do późnej nocy – dynamika wydarzeń z warszawskiej ulicy i sejmowa debata zwieńczona wybuchem Jarosława Kaczyńskiego w dużej mierze politycznie zneutralizowały wystąpienie prezydenta, definiując spór na nowo.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej