Prezes: Precz z komuną, a przede wszystkim z postkomuną.

Warszawa, współcześnie, mieszkanie prywatne.

Poseł Stanisław Piotrowicz siedzi na krześle, wpatruje się w ścianę i w wewnętrznym monologu analizuje rzeczywistość: Kiedy byłem komunistycznym prokuratorem, też mieliśmy konstytucję, a zachowywaliśmy się podobnie jak teraz, jakby jej nie było. Byliśmy najbliższymi przyjaciółmi ZSRR. Teraz też robimy wszystko, żeby Rosja była z nas zadowolona. Byliśmy państwem policyjnym.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej