Jakże ekscytowaliśmy się, gdy prezydent Duda zawetował ustawę o regionalnych izbach obrachunkowych wprowadzającą możliwość odwoływania pod byle pretekstem władz samorządowych i zastępowania ich rządowymi komisarzami. Komentowano wtedy, że Duda uległ presji samorządów, że jednak chce chronić ten bastion demokracji, że postanowił wybić się nieco na niepodległość wobec PiS.

Ale w świetle nowych ustaw o sądownictwie widać, jak bezpodstawne były te komentarze. Weto Dudy nie nadszarpnęło planów jego obozu. Bo gdy PiS zdobędzie sądy, ustawa o RIO nie będzie mu do niczego potrzebna. I tak uzyska potężne narzędzie rozprawy z samorządami.

Władza obawia się wyborów samorządowych w miastach, zwłaszcza dużych, gdzie PiS jest tradycyjnie słaby. Teraz będzie mógł tej słabości zaradzić. Wystarczy, by wojewodowie wygaszali mandaty prezydentów miast pod różnymi szemranymi pretekstami, a uległe sądy przyklepywały takie poczynania. I za jakiś czas w niezależnych od władzy miastach zaroi się od słusznych komisarzy. Podobny mechanizm może dotknąć samorządowców niższych szczebli, choćby radnych. Po przejęciu sądów zapanuje bowiem totalna polityczna samowolka.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej