Jedno w tej całej sprawie nie daje spokoju. Ryzyko, które podejmuje Jarosław Kaczyński, oddając pełnię władzy w ręce Zbigniewa Ziobry.

Ziobro jest już prokuratorem generalnym. Ma kontrolę nad całą polską prokuraturą, a więc nad każdym śledztwem w Polsce, którymi dowolnie może sterować. „Reforma” sądów – cudzysłów jest konieczny – daje mu władzę nad wszystkimi sądami i sędziami w Polsce. Gdy tylko parlament uchwali, co trzeba, będzie mógł powoływać wszystkich prezesów sądów wszystkich szczebli i mianować sędziów Sądu Najwyższego. Takiej władzy nad wymiarem sprawiedliwości nie miał jeszcze nikt w Polsce. A że minister sprawiedliwości powołuje również komisarzy wyborczych w poszczególnych województwach, rozbija bank: będzie miał władzę sądowniczą, prokuratorską i nad procesem wyborczym.

Jarosław Kaczyński jest tylko zwykłym posłem i prezesem rządzącej partii, ale to on podejmuje wszystkie kluczowe decyzje, a podwładni wykonują je bez szemrania i bez refleksji. Ale czy nadal będą je wykonywać, gdy pojawi się ktoś inny, dysponujący władzą absolutną? Nad zwykłymi posłami i prezesami także.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej