Upłynęło zaledwie dziesięć dni od chwili, kiedy prezydent Trump wygłosił w Warszawie bardzo szczególną obronę zachodniej cywilizacji. Chwalił Polskę za jej dawną walkę z hitleryzmem i z sowieckim komunizmem, chociaż niewiele powiedział o sukcesach tego kraju od 1989 r. Mówił o rzeczach, które spajają Zachód, w tym o muzyce klasycznej i o Bogu, ale jedynie przelotnie wspominał o demokracji. Mówił też o „zagrożeniach dla Zachodu”, czyniąc aluzje do niebezpieczeństw płynących „z Południa lub Wschodu”, a także o tych wynikających z „opresyjnej ideologii” – radykalnego islamu „dążącego do eksportowania terroryzmu i ekstremizmu na cały świat”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej