Lemingu, od dziś koniec z hejtem symetrystów, amatorów drugiej strony medalu, poszukiwaczy zaginionej proporcji między władzą a opozycją, linoskoczków tracących równowagę i lecących w przepaść. Nimi prędzej czy później zajmie się władza.

Koniec beki z zespołu do spraw social media Nowoczesnej i z problemów sercowych lidera tej partii, z przydomków Schetyny (na czele ze „Zniszczę cię, Ryszard”) i pastorskiej maniery nobliwego galicjoka Kosiniaka-Kamysza.

Koniec drwin z brodatych drwali, „neokomunistów” z Razem i ich prób łączenia się przez podział.

Ile można robić dobrze Kaczyńskiemu, naigrawając się z opozycji? Powiedzmy sobie jasno: na lepszą opozycję nie zasługujemy i lepszej nie dostaniemy.

Zresztą, o co mamy żywić pretensje do Schetyny, Petru, Zandberga czy Kosiniaka-Kamysza? To Wersal. PiS ma armię zdyscyplinowanych degeneratów, speców od obciachu i byłych PRL-owskich aparatczyków skuszonych szybką karierą i ciepłą posadką.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej