Redaktor naczelny serwisu The Globalist dla "Gazety Wyborczej".

Dla kogoś o przekonaniach Jarosława Kaczyńskiego oskarżenie o prowadzenie własnego, dumnego narodu w stronę turcyzacji musi być śmiertelną zniewagą. A jednak właśnie to mu dziś zarzucam, bo na tym polega jego strategia.

To zaskakujące z kilku powodów. Rozważmy choćby długi łuk historii. Od oblężenia Wiednia w 1529 r. katoliccy władcy stanowili zaporę przeciwko rozprzestrzenianiu się islamu w Europie. A jednak w wewnętrznej polityce Kaczyński nie wstydzi się papugować niemal każde haniebne posunięcie swojego nowego kumpla Recepa Tayyipa Erdogana. Kto by pomyślał, że faktyczny przywódca Polski będzie tańczył w rytm tej samej melodii, co nowy turecki sułtan?

Obaj to bezwzględni zwolennicy majorytaryzmu, za nic mający nie tylko ducha, ale też literę demokracji. Najchętniej zmieniliby ją w lipny reżim dający im absolutne rządy w polityce, gospodarce i sprawach społecznych.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej