Donald Trump zafundował światu lekcję polskiej historii. Mówił o szczegółach, o bitwie warszawskiej z 1920 r., o Katyniu, powstańczych barykadach, niemieckim barbarzyństwie i sowieckich żołnierzach, którzy stali na drugim brzegu Wisły, czekając, aż powstańcy się wykrwawią. Wspomniał o Koperniku i Chopinie, wielokrotnie o Janie Pawle II i słynnej mszy na pl. Zwycięstwa, podczas której „milion Polaków i Polek modliło się słowami »My chcemy Boga«”. Miałem wrażenie, że naprawdę jest ogromem polskiej historii poruszony.

Wnioski Trumpa z polskiej historii

Jestem jednak wizytą Trumpa rozczarowany. Nie chodzi tylko o to, że kluczowej kwestii – sojuszniczym gwarancjom wynikającym z paktu północnoamerykańskiego – prezydent Stanów Zjednoczonych poświęcił jedynie kilka zdań. I że nie rozmawiał z prezydentem Dudą o dalszej obecności wojsk USA w naszym kraju, tylko o sprzedaży amerykańskiego gazu i broni. A jego wypowiedź o znaczeniu praworządności i wolności słowa to za mało, by zrobić wrażenie na rządzących Polską politykach PiS.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej