Kamila Gasiuk-Pihowicz – ur. w 1983 r., prawniczka, posłanka Nowoczesnej

Obecny system sądownictwa, choć niedoskonały i wymagający reform, wciąż opiera się na niezależności sądów i niezawisłości sędziów. Po upolitycznieniu przez PiS Trybunału Konstytucyjnego oraz Krajowej Rady Sądownictwa sądzenie będzie przypominało mecz piłki nożnej, w którym miejsce profesjonalnych arbitrów zajęli kibice jednej z drużyn.

Ale wciąż wielu ludzi, słysząc o ataku na sądownictwo, zadaje sobie pytanie: „O co tyle krzyku?”, i zaraz odpowiada: „Dla mnie i dla mojej rodziny spór o sądy i Trybunał nie ma znaczenia. Przecież to mnie nie dotyczy”. Nic bardziej mylnego. Podporządkowanie sądownictwa ministrowi sprawiedliwości oznacza konsekwencje dla każdego obywatela.

Wydawać by się mogło, że na pewno nie odczują ich szybko ci, którzy będą przestrzegali nowej niepisanej zasady: „Nie wchodź w drogę partii rządzącej”. Kłopot w tym, że nie zawsze można uniknąć zderzenia z państwem – a dziś państwo to partia, która nim rządzi. A każdemu może się zdarzyć, że przechodząc przez pasy, znajdzie się na drodze rozpędzonej kolumny rządowej albo jadąc autostradą, zostanie staranowany przez samochód prowadzony przez przedstawiciela rządu w Trybunale. Może również się okazać, że przedsiębiorstwo prowadzone w małym podkarpackim miasteczku stanowi konkurencję dla firmy lokalnego działacza PiS. Życie jest w stanie wymyślić tysiące innych scenariuszy, w których zwykły obywatel stanie na drodze władzy – a o jego przyszłości będzie rozstrzygał właśnie sąd.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej