W 2007 r. premier z pielęgniarkami rozmawiać nie chciał, mówił o nich „te panie”. I „gdyby te panie były panami, już dawno zostałyby usunięte”. Choć był bardziej bezpośredni, w podejściu do problemu nie różnił się od innych premierów i ministrów zdrowia.

„ Starsze odchodzą od zawodu, a młodych nie przybywa – mówi Hanna Gutowska z Okręgowej Izby Pielęgniarek i Położnych” – czytam w „Wyborczej” z 4 grudnia 1997 r. 10 grudnia: „Z powodu niskich zarobków pielęgniarki odchodzą z zawodu. Obecny stan zatrudnienia może zagrażać bezpieczeństwu pacjentów – stwierdziła pielęgniarka Elżbieta Buczkowska”.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: 10 lat temu powstało białe miasteczko, została z niego czarna rozpacz. Pielęgniarki nikogo nie obchodzą

Pielęgniarki zarabiały wtedy mniej więcej tyle, ile obecnie: zazwyczaj więcej, niż wynosi płaca minimalna, ale dużo mniej niż średnia krajowa, o którą walczą.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej