Minister Jan Szyszko w brawurowy sposób postawił niedawno tamę nikczemnym atakom osobników gorszego sortu, którzy utrzymują, jakoby osobiście odpowiadał za to, że już niebawem dzieci będą sobie mogły u nas obejrzeć dowolne drzewo, ale tylko na obrazku. Wystarczyła jedna udana konferencja prasowa, by przestano go oskarżać, że drzewa tnie się na oślep, bo ośmieliły się szumieć przeciwko PiS-owi.

Dziennikarka zadała Szyszce podstępne pytanie: czy czuje się odpowiedzialny za wszystkie barbarzyńskie wycinki?

Ministra zatkało, lecz tylko na chwilę. „Skąd pani ma takie wiadomości?” – zapytał. I zaraz z właściwą sobie bystrością przyparł wścibską babę do muru: „Co pani czyta, co pani ogląda?”.

Namolna dziennikarka nie dawała za wygraną i z sadyzmem dalej wierciła dziurę w dostojnym brzuchu: „A pan, panie ministrze, co pan ogląda?”.

„Proszę bardzo – odpowiedział grzecznie, choć nie musiał – TV Trwam, Radio Maryja, Nasz Dziennik, Gazetę Polską. Tam nie ma takiego rodzaju informacji”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej