„Super Express” opublikował informacje o tym, jakoby były wiceminister spraw zagranicznych Ryszard Schnepf „naciągnął” państwo polskie na 448 tys. złotych z tytułu kosztów utrzymania rodziny. Chodzi o czas, gdy był ambasadorem w Hiszpanii i USA, czyli przez blisko dziesięć lat.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Jak mnie wypluła "dobra zmiana". Z Ryszardem Schnepfem rozmawia Grzegorz Sroczyński

Według dziennika ten dodatek należy się wyłącznie niepracującemu małżonkowi (żona ambasadora Dorota Wysocka-Schnepf w tym czasie pracowała w TVP), choć ustawa o służbie zagranicznej (art. 29 i 31) wskazuje, że chodzi o małżonków, którzy, owszem, nie pracują, ale w tym sensie, że nie zostali zatrudnieni w placówkach MSZ (np. ambasadzie lub konsulacie). Dziennikarze jednak przepisu nie doczytali.

Ambasador Schnepf był jednym z najlepszych

W przeciwieństwie do Doroty Wysockiej-Schnepf nie mam szczególnych pretensji do „Super Expressu” o opublikowanie informacji uderzających w byłego wiceministra i ambasadora, bez uwzględniania nadesłanych im wyjaśnień, w tym rozstrzygnięć w tej sprawie samego MSZ. Nie mam szczególnych wymagań co do tej gazety. Tu była ona wyłącznie narzędziem.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej