Komisja Europejska wszczęła wobec Polski, Węgier i Czech procedurę karną za naruszenie prawa UE, bo Warszawa, Budapeszt i Praga są jedynymi stolicami Wspólnoty, które odmawiają wypełnienia unijnych zobowiązań z jesieni 2015 r. w sprawie relokacji uchodźców.

Czy gdyby Polska przyjęła 7 tys. Syryjczyków, cokolwiek by się u nas zmieniło? Powstałyby muzułmańskie getta, w których rządziłoby prawo szariatu? Doszłoby do epidemii chorób zakaźnych, zwiększyłoby się zagrożenie terrorystycznymi zamachami? Nie, dokładnie sprawdzeni przez służby specjalne uchodźcy rozpłynęliby się po naszym kraju. Na każdą gminę przypadałaby w przybliżeniu jedna syryjska rodzina.

Dla rządu Prawa i Sprawiedliwości takie rozwiązanie jest jednak nie do przyjęcia, a sprzeciw wobec uchodźców i podsycanie ksenofobicznych nastrojów stało się filarem programu partii Jarosława Kaczyńskiego. Efekty pojawiły się od razu. W nieustannie straszonym muzułmanami polskim społeczeństwie zaczęły się mnożyć napaści na ludzi o ciemniejszym kolorze skóry.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej