Zwycięstwa Alexandra Van der Bellena w Austrii, Marka Ruttego w Holandii, Emmanuela Macrona we Francji i relatywny sukces Jeremy’ego Corbyna w Wlk. Brytanii, choć różne mają barwy, mają też wspólny mianownik.

Ci sami Austriacy, którzy swego czasu zszokowali Europę, wynosząc do władzy skrajną prawicę, tym razem jako pierwsi po brexicie i Trumpie powiedzieli „nie” ksenofobicznemu populizmowi. Podobnie Holendrzy – odrzucili skrajną prawicę Geerta Wildersa. Dotychczas zakochani w etatyzmie Francuzi wybrali na przywódcę gospodarczego liberała. Za to Brytyjczycy poparli lewicowy zwrot w Partii Pracy.

Austriacy, Holendrzy, Francuzi i Brytyjczycy wypłacili polityczną premię politykom odważnym, szczerym i niekoniunkturalnym. Nagrodzili ludzi, którzy zaproponowali im pozytywny plan, w który sami wierzą, a ukarali tych, którym za program wystarczyły sondaże, cynizm i sianie strachu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej