W lipcu zeszłego roku po przylocie do Warszawy prezydent Barack Obama otrzymał od doradców dwie propozycje wystąpienia na wspólnej konferencji prasowej z prezydentem Andrzejem Dudą. Różnica między tekstami dotyczyła głównie sprawy Trybunału Konstytucyjnego, który wówczas jeszcze działał niezależnie od rządu PiS. Obama nie tylko wybrał ostrzejszą wersję, ale jeszcze dodał do niej coś od siebie.

Wyraził troskę w związku z „pewnymi działaniami i impasem” wokół Trybunału. Jako sojusznik apelował też „o wspólne działania dla dobra polskich instytucji demokratycznych”. Słowa Obamy wywarły na słuchaczach piorunujące wrażenie. Andrzej Duda był nimi zupełnie zaskoczony.

Trump nie zaskoczy Dudy

Teraz już niespodzianki nie będzie. Trudno mi sobie wyobrazić, by Donald Trump, który w lipcu przyleci do Polski, upomniał się o niezawisłość polskich sądów i niezależność mediów. A już na pewno nie będzie strofował polskiego rządu za odmowę przyjęcia uchodźców. Politycy Prawa i Sprawiedliwości będą wniebowzięci. Trump będzie zapewne pierwszym gościem z Zachodu, który nie napomni prezydenta Dudy, by szanował demokrację.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej