Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że nic wielkiego się nie dzieje. Tabloidy żyją życiem bohaterów popularnego reality show „Love Island” stacji ITV, a tłumy londyńczyków oddają się konsumpcji na Oxford Street. Widok objuczonych torbami konsumentów to żywy dowód na to, że rok po referendum, które przesądziło o brexicie, brytyjska gospodarka ma się dobrze.

Wielu ekonomistów ostrzega jednak, że negatywne efekty rozwodu dopiero nadejdą. Brexit to kolosalne wyzwanie: negocjacje warunków rozstania i nowej umowy handlowej, inkorporacja całego unijnego prawa do brytyjskiego lub zmiana poszczególnych regulacji. I wreszcie renegocjacja – jak wyliczył „Financial Times” – co najmniej 759 umów z państwami spoza UE... W każdej z tych kwestii jest więcej pytań niż pewników.

Tematem kampanii miał być brexit, a są dyskusje o bezpieczeństwie kraju. Zjednoczone Królestwo doświadczyło trzech krwawych ataków terrorystycznych w ciągu trzech miesięcy. Nie złamały one Wyspiarzy – pokazały to tłumy na czuwaniach w intencji ofiar czy zorganizowany dwa tygodnie po manchesterskiej tragedii charytatywny benefis Ariany Grande i innych gwiazd. Jednak pojawiły się kolejne niepokojące pytania o walkę z ekstremizmem czy skuteczność działań policji i kontrwywiadu MI5. Rząd będzie się musiał z nimi zmierzyć. Konserwatywna premier Theresa May zamierza walczyć z ekstremizmem, promując „brytyjskie wartości”. Chce zwiększyć uprawnienia służb, na finiszu kampanii zastrzegła nawet, że jeśli regulacje dotyczące praw człowieka będą w tym przeszkadzać, nie zawaha się ich zmienić. Przywódca opozycji Jeremy Corbyn obiecuje 10 tys. nowych etatów w policji. Źródeł terroryzmu upatruje w błędnej polityce zagranicznej.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej