Wszyscy byliśmy w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 r. Wstrząs, tragedia, rozpacz. I ten koszmar nie skończy się nigdy. Codziennie jesteśmy epatowani nowymi wiadomościami o tym, co znajduje się w kolejnych trumnach.

Trzeba zadać sobie pytanie: czy pogrzeby powinny się odbyć tak szybko? Czy było możliwe przebadanie szczątków ofiar w kilkanaście dni? Czy tamte identyfikacje nie powinny trwać co najmniej kilka miesięcy? Nie każdy zdaje sobie sprawę, co tak naprawdę zostaje po ludziach, których znaliśmy. Ja wiem, byłam 30 lat temu w Lesie Kabackim po katastrofie iła.

„Nasz Dziennik” kilka lat temu rozmawiał z lekarzem, który przeprowadzał sekcję Lecha Kaczyńskiego. Michaił Maksymienko przekazał gazecie zdjęcia. Nie opublikowała ich, były zbyt drastyczne.

Jarosław Kaczyński mówił dziennikarzom, że ma podstawy, by uznać, że w trakcie sekcji w Smoleńsku sekcji nie wszystkie części ciała prawidłowo zidentyfikowano. „Z całą pewnością prezydent nie był generałem i nie nosił generalskich mundurów”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej