Chyba nikt lepiej nie wytłumaczył potrzeby zorganizowania referendum niż prezydencki rzecznik Krzysztof Łapiński. Po orzeczeniu Sądu Najwyższego, z którego wynika, że prezydent złamał konstytucję, ułaskawiając Mariusza Kamińskiego, stwierdził, że potrzebna jest nowa konstytucja wobec niejasności obecnej.

Należy przez to rozumieć, że prezydentowi potrzebna jest taka konstytucja, w której miałby jeszcze mniej ograniczeń i która umożliwiałaby łatwiejsze ułaskawianie jego kolegów partyjnych. Pytanie jednak, dla kogo jest to referendum? Czy nowej konstytucji potrzebują obywatele – którzy chcą, by chronić ich prawa, czy może prezydent i partia rządząca – by im się jeszcze wygodniej rządziło.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: "Każda władza ma działać w granicach prawa", czyli wszystko, co trzeba wiedzieć o ułaskawieniu Mariusza Kamińskiego

Intencje prezydenta na początku wydawały są jasne – chodziło o wzmocnienie jego pozycji w Prawie i Sprawiedliwości i oderwanie się od wizerunku wyśmiewanego w „Uchu Prezesa” Adriana. Prezydent chciał pokazać, że stać go na jakiś polityczny pomysł i zwielokrotnić szanse PiS w wyborach samorządowych. Referendum miało wzmocnić wyborczą propagandę PiS propagandą referendalną (ta nie liczy się z ciszą wyborczą).

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej