Bliscy ofiar katastrofy smoleńskiej po ekshumacji dowiedzieli się, że w trumnach były części cudzych ciał. W makabrycznych opisach czytamy o dłoniach, rękach, fragmentach nóg.

Wojciech Czuchnowski przypomniał w „Wyborczej”, że prokuratura za rządów PiS zdecydowała się na ekshumacje, aby sprawdzić, czy na szczątkach nie ma śladów materiałów wybuchowych, potwierdzających hipotezę o zamachu, a nie po to, by sprawdzić, czy właściwie zidentyfikowano ciała – co budziło wątpliwości już od czasu pierwszych ekshumacji na początku tej dekady, jeszcze za rządów PO-PSL.

Żadnych śladów po materiałach wybuchowych nie znaleziono, więc „im bardziej ich nie będzie, tym bardziej ci, którzy te ekshumacje wymusili na rodzinach, będą przykrywać to informacjami o pomyłkach i makabrycznych znaleziskach”.

Nie można wykluczyć, że ktoś będzie chciał politycznie wykorzystać te straszliwe wyniki ekshumacji. Ale ważniejsze jest to, że ostatnie odkrycia dowodzą naszego barbarzyństwa.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej