W żadnym razie nie jest mi do śmiechu, kiedy oglądam po raz kolejny, z masochistycznym zacięciem, obrazki ze szczytu NATO w Brukseli. Jaki pożytek można wynieść z ich studiowania? Internetowy tłum znalazł przede wszystkim kolejną okazję do eksplozji szyderczej radości i trudno mieć o to pretensje, taka jego natura. Podczas kampanii prezydenckiej prawicowy internet grillował Komorowskiego, aż skwierczało, teraz przyszła kolej na Dudę. Materiału na podpałkę jest aż nadto.

Mimo to w informacyjnych strzępach rejestrowanych na zapleczu oficjalnych wydarzeń nie znajduję nic śmiesznego. Jeżeli bowiem jakaś całość się z nich wyłania, to powinna ona budzić raczej chorobliwe dreszcze. Zagubiony i niepotrzebny niczym łobuz z sąsiedniej wsi, który w pojedynkę wbił się na wesele – tak wygląda na szczycie prezydent prawie 40-milionowego kraju. Dopóki był u siebie, z kolegami po bokach, mógł srożyć się, zaciskać pięść i ciskać gromy. W Brukseli muskuły prezydenta na nikim nie robią wrażenia.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej