Na Kremlu nie przywykli godzić się z tym, że ktoś podchodzi do rosyjskiego przywódcy jak do młodszego partnera.

Putin przyjął cios, nie „machając”

Nikt do tej pory nie ośmielił się – tak jak uczynił to w miniony poniedziałek podczas spotkania w Wersalu nowy francuski prezydent Emmanuel Macron – powiedzieć Putinowi prosto w oczy, że jego sterowane wprost z Kremla media zajmują się „oszczerczą, kłamliwą propagandą”.

Macron poszedł znacznie dalej niż Angela Merkel, która 10 maja 2015 r. w Moskwie nie okiełznała prezydenta Rosji, gdy próbowała nie pozwolić mu usprawiedliwiać paktu Ribbentrop-Mołotow i przypominała, że hitlerowsko-stalinowski rozbiór Polski był niedopuszczalnym złamaniem prawa międzynarodowego. Wtedy Putin usiłował coś odpowiedzieć. A teraz milczał. A co więcej, deklarował chęć współpracy. Nawet – co jeszcze dzień wcześniej było tabu – w sprawie badania przypadków prześladowania gejów w Czeczenii.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej