Słowa wypowiedziane przez Szydło w debacie nad odwołaniem ministra obrony Antoniego Macierewicza były – i miały być – przerażające. Pełne patosu przemówienie brzmiało niczym upiorna karykatura innego majowego wystąpienia – Józefa Becka z 1939 r.: oto śmiertelny wróg stoi u bram, ale Polska niezłomnie i za wszelką cenę stawi mu czoło. Rolę hitlerowskich Niemiec przejęły „oszalałe europejskie elity” nasyłające na naszą ojczyznę armię uchodźców. Ta – jak można było wywnioskować – ma jeden cel: mordować Polaków. – Nie zgodzimy się na żadne szantaże ze strony UE – krzyczała Szydło. – Nie dopuścimy do tego, żeby polskie dzieci nie mogły bezpiecznie pójść do klubu czy na plac zabaw.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Premier Szydło oskarża Europę. Takiego przemówienia szefa polskiego rządu jeszcze nie było

Zobacz:

Taki poziom populizmu i agresji zawstydziłby nawet Marine Le Pen, głównego wodza w wojnie skrajnej prawicy z europejską wspólnotą. Dzięki temu wiemy już, że PiS nie będzie chciał merytorycznie dyskutować na żaden sporny temat: ani w kraju, ani na arenie międzynarodowej. Każdy będzie można zwekslować szczuciem na Syryjczyków uciekających przed bombami.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej