Coraz częściej słychać głosy, że prezydent Duda zamienił aktywność na stoku narciarskim (złośliwsi dodadzą, że śnieg się skończył) na polityczną. Zamierza udowodnić swoją niezależność i pokazać – jak mówił, gdy obejmował urząd – że jest niezłomny. Nie chce już być Adrianem z „Ucha Prezesa” (gdzie tak się nazywa, bo nikt nie potrafi zapamiętać jego prawdziwego imienia). Nie chce być czekającym w przedpokoju do gabinetu Prezesa, bez nadziei na wejście.

Te akty wybijania się prezydenta na niepodległość to: otwarty konflikt z ministrem wojny Macierewiczem; zmiany personalne w Kancelarii Prezydenta (podobno nieuzgadniane z posłem Jarosławem Kaczyńskim); niewyraźne pomruki w sprawie ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa czy kadencyjności samorządowców. No i wielki plan na 11 listopada 2018 r. (też podobno samodzielny) – referendum poprzedzające pisanie nowej konstytucji. „Na 100-lecie odzyskania niepodległości DUMNI [wyróżnienie R.Z.] Polacy mają się wypowiedzieć, jakiej chcą przyszłości” – powiedział Duda w wywiadzie dla tygodnika „wSieci” (15-21 maja).

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej