Kto zaśpiewa w Opolu, tego już nawet Duch Święty nie wie. Ale to nie ma znaczenia. Ktoś się znajdzie. Może Jacek Kurski w duecie z Marcinem Wolskim. Może Jan Pietrzak z Janem Pospieszalskim. Orkiestra Reprezentacyjna Obrony Terytorialnej też nie będzie grymasić (jeśli już istnieje). Chętnych nie zabraknie.

Ciekawsze jest dla mnie, co wyjdzie z pomysłu Jerzego Owsiaka, żeby jubileusz Maryli Rodowicz odbył się na Woodstocku. Kiedy na YouTubie coraz więcej produkcji ma już więcej widzów niż flagowe programy TVP SA, kiedy facebookowe transmisje mają globalne zasięgi, tworzenie alternatyw dla coraz bardziej patologicznych przedsięwzięć władzy politycznej jest nie tylko potrzebne, ale też faktycznie możliwe.

Nie chodzi tylko o to, żeby się kolejny raz przeciwstawić wybrykom obecnej władzy, zaliczającej coraz liczniejsze prztyczki od różnych środowisk. Chodzi przede wszystkim o to, żeby klocek po klocku tworzyć społeczeństwo, które państwo może przez swoje instytucje wspomagać, ale które – jak Wielka Orkiestra – potrafią sobie bez tego państwa radzić. Bo jeśli PiS-owi dziś tak łatwo przychodzi skok na wszystko, co polskie, to w dużym stopniu dlatego, że za dużo Polski oddaliśmy politykom, a za mało zostawiliśmy sobie jako obywatelom. Fakt, że nawet sztandarowy festiwal komercyjnej rozrywki jest w Polsce za pomocą publicznych pieniędzy kontrolowany przez władzę polityczną, pokazuje skalę tej aberracji. Sęk w tym, że nawet teraz, kiedy władza kolejnym środowiskom zachodzi boleśnie za skórę, pomysły na samoorganizację i rodzą się, i wcielają niemrawo.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej