W ostatnich miesiącach notowania partii Ryszarda Petru wyraźnie spadły z powodu kłopotów wizerunkowych lidera. Elektorat przepłynął głównie do Platformy Obywatelskiej, która w niektórych sondażach poparcia dogoniła PiS. W dodatku w Nowoczesnej zaczął się ferment, który wróżył rychły rozpad partii, tak jak w poprzedniej kadencji rozpadła się partia Palikota. Wydawało się, że jedynym ratunkiem jest szybkie połączenie Nowoczesnej z PO i wynegocjowanie dla działaczy partii Petru dobrych warunków.

Ale Platforma popełniła w ostatnich tygodniach ogromny błąd, unikając jednoznacznej deklaracji w sprawie przyjmowania uchodźców i kontynuowania programu socjalnego rozpoczętego przez PiS. Grzegorz Schetyna i jego koledzy uznali, że brak wyrazistości w ważnych sprawach programowych partii nie zaszkodzi, a wyborcy rozczarowani do PiS-u i tak wrócą do Platformy, która będzie jedyną alternatywą. Zapomnieli, że Nowoczesna wciąż istnieje i mimo kłopotów się nie rozpadła.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej