W Opolu nie zaśpiewa nie tylko Kayah i Katarzyna Nosowska. Na scenę nie wyjdzie sama Maryla Rodowicz – to jej koncert miał być puentą festiwalu. 

Teraz jest pytanie, kto w ogóle zabawi opolską publiczność. Bo pewnym można być chyba tylko występu Jana Pietrzaka (na jego koncert „Solidarność” zarezerwowała dla siebie ponad 60 proc. biletów).

Nikt chyba nie przypuszczał (ja nie), że PiS będzie chciał zamordować nie tylko niezależność Trybunału Konstytucyjnego, prokuratury, sądów, mediów publicznych, ale i doroczne święto polskiej piosenki. W tym roku przypada 54. edycja opolskiego festiwalu.

A jednak. Zabrał się do tego Jacek Kurski. I bez białych rękawiczek mordował. Najpierw siebie, bo wyszło na jaw, że zapędy cenzorskie w nim tak silne, że nawet ogólnopolska kompromitacja ich nie powstrzymała. Potem złoty jubileusz Maryli Rodowicz.

Wreszcie cały opolski festiwal jest jak martwy, skoro artyści sami już się ewakuują ze sceny.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej