– Wierzę, że zmiany, których teraz dokonujemy, polegają na przywracaniu państwa jego mieszkańcom, obywatelom, wyrywaniu go z ręki jakichś elit, które nie wiadomo w jaki sposób decydowały o wielu państwowych sprawach – mówił ostatnio prezydent Andrzej Duda na rynku w Parczewie, gdzie świętował swoje 45. urodziny. W wyborach prezydenckich zdecydowanie pokonał tu Bronisława Komorowskiego.

Duda w ostatnich kilku tygodniach jest niezwykle aktywny. Gdy 3 maja ogłosił projekt przeprowadzenia referendum „w sprawie konstytucji”, wywołał konsternację we własnym obozie. PiS poparł inicjatywę, ociągając się, bo wątpliwości wynikających z historycznego doświadczenia jest sporo. Referendum zarządzone w 2015 r. przez b. prezydenta Komorowskiego zakończyło się spektakularną klapą. W 1987 r. słynne referendum Jaruzelskiego miało wykazać, że cały naród jest za „socjalistyczną odnową”, a okazało się jednym z gwoździ do trumny systemu. Ale retoryczne występy Andrzeja Dudy wskazują na to, że prezydent traktuje je jak wehikuł, który dowiezie go do reelekcji. Jak? Referendum i zmiana konstytucji – dzieła elit III RP – mają ustawić prezydenta na czele wielkiego antyelitarnego ruchu, który wraz z młodym pokoleniem przekształci państwo polskie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej