Sędzia: Zaprzysięgałeś?

Mężczyzna, lekko spietrany: Nie, ale...

Sędzia: Niekonstytucyjne ustawy podpisywałeś?

Mężczyzna, trochę bardziej spietrany: Nie, ale....

Sędzia: Proszę wstać, Trybunał udaje się na naradę.

Mężczyzna, z wyrazem rezygnacji na twarzy wyciera pot z czoła i siada.

Warszawa, współcześnie, sypialnia w pałacu prezydenckim.

Prezydent, budzi się w środku nocy: Wiesz kochanie, jakiś straszny sen miałem, że przed jakiś sąd mnie ciągali.

Prezydentowa: Adrianie, to znaczy, Andrzeju, a niby za co?

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej