Lewicowi publicyści mają żal do Platformy Obywatelskiej, że nie spełnia ich oczekiwań. Ich zdaniem nieszczęściem Polski jest klincz, w którym od lat trwa polska polityka – klincz między PiS i PO, Donaldem Tuskiem a Jarosławem Kaczyńskim. I narzekają, że w tej rozgrywce lewica jest ciągle na marginesie.

Komentatorzy tacy jak Stanisław Skarżyński czy Jakub Majmurek oczekują od Platformy, że będzie realizowała ich postulaty, np. zliberalizuje ustawę antyaborcyjną, wprowadzi związki partnerskie, że w większym stopniu postawi na lewicowe postulaty w gospodarce. Złości ich to, że PO i PiS budują swoje pozycje na nakręcaniu zbiorowych emocji.

Rozumiem ich pretensje, tyle że wysyłają je do niewłaściwego adresata.

Platforma ma mnóstwo błędów i grzechów na sumieniu – włącznie z arogancją. Pod koniec swoich rządów zamieniła się w formację sytych, rozleniwionych kotów, którym brak determinacji i pomysłu na walkę o władzę oraz nośnej idei, po co jej ona, odbierała siłę.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej