Najciemniej jest, pani premier, pod latarnią, więc najlepiej winy szukać u siebie. Chyba że Beata Szydło ma na myśli „Ucho Prezesa”, w którym występuje dobrotliwy prezes Kaczyński otoczony przez stado baranów i lizusów.

Tak naprawdę bombą, która rozsadza rząd, jest minister obrony narodowej. Słusznie nazwał tak go Leszek Miller, który coś na ten temat wie, bo sam miał bombę, tylko że seks.

Antoni Macierewicz w obronie Misiewicza potrafił napisać list do Pawła Kukiza, który ośmielił się skrytykować ulubieńca ministra. Napisał: „Wpisuje się pan w kampanię dezinformacji i nienawiści uprawianej przez najgorszych szkodników sprawy polskiej”.

Naprawdę to już jest obsesja, żeby walcząc o Misiewicza na Nowogrodzkiej, spóźnić się na uroczystości powitania żołnierzy NATO w Orzyszu. Wkurzony generał Scaparrotti, dowódca sił NATO, skrócił przemówienie, oszczędzając żołnierzy moknących w deszczu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej